Connect with us

Hi, what are you looking for?

Fundacja Forum Prawa i GospodarkiFundacja Forum Prawa i Gospodarki

Komentarze

Kolejna reforma podatkowa, za którą zapłacą przedsiębiorcy.

1. Czy trzy progi podatkowe, to realna korzyść dla podatnika?

Na stronie Rządowego Centrum Legislacji 21 sierpnia 2026 r. pojawił się projekt ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (UD458). Reforma podatkowa ma być odpowiedzią na problem wysokich podatków uderzających w klasę średnią. Biorąc pod uwagę inflację oraz rosnące wynagrodzenia wartość pieniądza nie tylko co roku spada, ale też coraz większa grupa Polaków wpada w II próg podatkowy i zmuszona jest do płacenia 32% podatku dochodowego. Jest to forma ukrytej podwyżki podatków, której na co dzień nie widzimy.

Jeszcze w 2021 r. II próg podatkowy ustalony był na poziomie 85 528 zł. Próg ten przyjęto jeszcze w 2009 r. i w tamtym okresie dotyczył on zaledwie około 387 tysięcy najlepiej zarabiających Polaków (około 1,5% podatników PIT). Od 1 stycznia 2022 r., po 13 latach doszło do ważnej zmiany w tym zakresie. Drugi próg podatkowy został podniesiony do kwoty 120 tysięcy zł. Podkreślić jednak należy, że ustawodawca nie zdecydował się na żaden mechanizm waloryzacji, który byłby najbardziej uczciwy dla obywateli, choć oczywiście istotnie utrudniałby planowanie finansów publicznych. Warto jednak przeprowadzić pewien eksperyment myślowy pokazujący, ile dziś powinien wynosić II próg podatkowy, aby nie uderzał on w podatników bardziej niż w 2022 r. Ma on jedynie na celu pokazanie, czego powinniśmy się spodziewać, w porównaniu do tego, co nam zaproponowano.

Technicznie, aby podatnicy w 2026 r. byli w podobnej sytuacji, jak w 2022 r. kwota II progu podatkowego musiałaby wynosić przynajmniej 164 297 zł. Jeśli przyjęlibyśmy do obliczeń waloryzację o wskaźnik wzrostu przeciętnego wynagrodzenia, to kwota ta byłaby jeszcze wyższa i II próg podatkowy wynosiłby w takim przypadku około 187 600 zł.

Tymczasem najważniejszą korzyścią dla podatnika przewidzianą w projekcie ustawy UD458 jest wprowadzenie 3 progów podatkowych – do kwoty 130 000 zł stawka wynosić ma 12%, od 130 000 zł do 150 000 zł stawka wyniesie 24% a powyżej 150 000 zł 32%. Zmiany mają wejść w życie w 2027 r. W praktyce oznacza to maksymalną korzyść dla podatnika rozliczającego się według skali podatkowej na poziomie 3600 zł rocznie.

2. Zmiany zaproponowane w projekcie ustawy i ich skutki.

Podstawowym założeniem reformy podatkowej ma być jej neutralność dla budżetu państwa. Jak czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy:

Korzystne dla podatników zmiany parametrów skali podatkowej wymagają pozyskania źródeł ich sfinansowania. Proponowana reforma jest w tym kontekście ściśle powiązana z innymi zmianami w ustawie PIT […], w ustawie CIT […] jak i w ustawie o ryczałcie […]. Przyjęte rozwiązania służą bardziej równomiernemu rozłożeniu ciężarów publicznych, przy jednoczesnym zachowaniu stabilności finansów publicznych…”.

oraz

Omawiana regulacja podkreśla bezpośrednie powiązanie regulacji skutkujących ubytkiem dochodów sektora finansów publicznych z rozwiązaniami ten ubytek finansującymi…”.

Jak zatem projektodawca konkretnie planuje „sfinansować” podwyższenie II progu podatkowego? Projekt ustawy zakłada szereg rozwiązań mających na celu zwiększenie poboru danin publicznych od najlepiej zarabiających firm.

Pierwsza ze zmian dotyczy podniesienia stawki daniny solidarnościowej z 4% do 5%. Jest to dodatkowy podatek opłacany przez osoby fizyczne np. rozliczające się według skali podatkowej, podatkiem liniowym, czy inwestorzy giełdowi. Nie obejmuje on osób rozliczających się ryczałtowo. Obciąża on dochody przekraczające milion złotych rocznie. W praktyce, w ogromnej większości dotyczy on osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. W świetle polskiego prawa firmę można prowadzić w formie jednoosobowej działalności gospodarczej bez względu na jej rozmiar, czy uzyskiwane przychody. Jednoosobową działalnością gospodarczą mogą być zarówno mikrofirmy, jak i przedsiębiorstwa zatrudniające setki pracowników i mające wiele milionów przychodów. Danina solidarnościowa dotyczy właśnie największych spośród takich firm.

Kolejna ze zmian uderzy w podmioty rozliczające się podatkiem dochodowym od osób prawnych. Obecna stawka 19% ma zostać podniesiona do 22% dla podatników, którzy w poprzednim roku podatkowym uzyskali dochód przekraczający równowartość 50 milionów euro. Wyższa stawka podatków obejmie również podatników będących jednostkami składowymi krajowej lub międzynarodowej grupy kapitałowej.

Wreszcie zmiany dotkną też osób rozliczających się ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. Dotychczasowy górny limit przychodów uprawniający do wyboru ryczałtowej formy rozliczenia zostanie obniżony z kwoty 2 milionów euro do 250 tysięcy euro. Oznacza to, że jeśli w danym roku dana osoba / przedsiębiorca przekroczy ten limit, to w kolejnym roku będzie zobowiązany do przejścia na zasady ogólne bądź podatek liniowy. Dodatkowo jeśli ryczałtowiec przekroczy granicę 300 tysięcy euro przychodów, to od nadwyżki ponad tą kwotę będzie zobligowany zapłacić podatek według stawki 17%. Utrata prawa do ryczałtu oznacza nie tylko wyższe podatki, ale też np. wyższe składki na ubezpieczenie zdrowotne, co związane jest ze sposobem ustalania składki uzależnionym od wybranej metody opodatkowania.

W tym miejscu należy również podkreślić, że wbrew założeniom projektu ustawy reforma podatkowa nie będzie neutralna dla sektora finansów publicznych. Państwo nie będzie jednak stratne. Wprost przeciwnie – zyska bardzo wiele. Choć ucierpią wpływy bezpośrednio do budżetu państwa – w ciągu 10 lat o blisko 33,5 miliona złotych, to zyskają jednostki samorządu terytorialnego, Narodowy Fundusz Zdrowia, czy Fundusz Solidarnościowy. Ogółem w ciągu 10 lat sektor finansów publicznych ma zyskać na reformie ponad 50 miliardów złotych.

3. Podsumowanie.

Z pewnością pozytywnie należy ocenić jakąkolwiek próbę obniżki obciążeń podatkowych wynikających z II podatkowego. Aby wejść w II próg podatkowy podatnik musi zarabiać nieco poniżej 12 000 zł brutto miesięcznie. Problemem jest jednak to, że w 2022 r., gdy powstawały te przepisy przeciętne miesięczne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wyniosło 6 346,15 zł brutto. Dziś jest to około 9 500 zł brutto. Oznacza to, że coraz więcej Polaków zobowiązanych jest do płacenia podatku według wyższej – 32% stawki podatku. Jednocześnie z powodu inflacji realna wartość wynagrodzeń spada każdego roku. W praktyce jest to forma ukrytego opodatkowania, gdyż w sposób niewidoczny dla obywateli, płacą oni realnie co roku więcej podatków.

Czy zaproponowane obniżenie podatku jest realną ulgą? 3600 zł w skali roku nie jest bardzo dużą kwotą, szczególnie jeśli porównalibyśmy zaproponowaną kwotę II progu podatkowego do tej, jaką mielibyśmy już dziś, gdyby była ona waloryzowana np. o wskaźnik inflacji (164 297 zł), czy o wskaźnik wzrostu przeciętnego wynagrodzenia (około 187 600 zł).

Trzeba mieć również na uwadze obecną, niezwykle napiętą sytuację budżetu państwa. Już teraz (po 7 miesiącach 2026 r.) deficyt budżetowy wynosi 140 miliardów złotych. Oznacza to, że nawet tak niewielka zmiana w podatkach mogłaby doprowadzić do ogromnych konsekwencji w finansach publicznych.

Jest też druga strona medalu, czyli sposób w jaki projektodawca przepisów ma zamiar sfinansować korzystne zmiany podatkowe. Odbędzie się to kosztem lepiej zarabiających przedsiębiorców. W ich przypadku podwyżka obciążeń będzie bardzo dotkliwa. Dla przykładu zgodnie z założeniami projektodawcy obciążenia dużego biznesu związane z podwyżką CIT wzrosną o ponad 6,2 mld zł w pierwszym roku (2027 r.) i aż o 13,3 mld zł w roku 2036. Zapłacą też najlepiej zarabiający ryczałtowcy, przede wszystkim z uwagi na to, że około 43 tysięcy podmiotów przekraczających próg 250 tysięcy euro utraci prawo do rozliczania podatków ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. Zmiany są niekorzystne również dla szeregu innych podmiotów, które całościowo nie tylko pokryją koszty reformy, ale też w ciągu 10 lat zapewnią też dodatkowe 50 miliardów złotych zysków po stronie sektora finansów publicznych.

Trudno jednoznacznie prognozować długofalowe skutki gospodarcze takich zmian. Spodziewać się jednak należy, że propozycja strony rządowej może mieć szereg poważnych, negatywnych konsekwencji. Dla przykładu podwyżka CIT z 19% do 22% to „zaledwie” 3 punkty procentowe. Jednak w praktyce to relatywna podwyżka podatków aż o 15,8%. Realnie może to osłabić konkurencyjność Polski jako kraju inwestycyjnego, szczególnie, że wiele państw regionu ma dużo niższe stawki podatkowe (np. Litwa -15%, Czechy – 21%, Węgry – 9%). Wyższe podatki to też spadek rentowności inwestycji, co może oznaczać zmniejszenie nakładów inwestycyjnych w przyszłości. W tym miejscu podkreślić należy, że już dziś Polska posiada stopę inwestycji w relacji do PKB znacznie poniżej średniej dla UE (17,5% w porównaniu do 21,5%).

Kolejnym niezwykle ważnym argumentem przeciw proponowanej reformie jest fakt, że planowanie budżetowe w firmach, szczególnie tych dużych, odbywa się w perspektywie lat, nie miesięcy. Tak znaczące podwyżki obciążeń publicznych oznaczają konieczność korekty wszelkich planów przedsiębiorstwa, wydłużenie czasu oczekiwanego zwrotu z inwestycji, czy wreszcie konieczność zwiększenia cen towarów i usług, które obciążą konsumentów. Przypomnieć należy, że rządzący wielokrotnie publicznie obiecywali, że zmiany podatkowe, które obciążają biznes będą dokonywane z zachowaniem rozsądnego vacatio legis. To także kolejne działanie zwiększające niepewność prawną i podważające zaufanie do stabilnego otoczenia prawnego dla przedsiębiorców.

Podsumowując – choć należy docenić intencje dotyczące obniżenia obciążeń podatkowych dotykających klasy średniej w Polsce, to zaproponowane mechanizmy „finansowania” zmian podatkowych niosą za sobą znaczące konsekwencje gospodarcze w skali makro. Budżetu państwa nie stać w obecnych realiach na obniżenie dochodów budżetowych, ale zaproponowane rozwiązanie nie jest wyjściem z sytuacji. W 2027 r. czekają nas wybory parlamentarne, w związku z czym w propozycji rządzących można doszukiwać się próby zebrania kapitału politycznego, jednak za kilka dodatkowych głosów przy urnach wyborczych zapłacić mają przedsiębiorcy a w konsekwencji gospodarka.

Autor: Szymon Witkowski